Zaczęło się w Chile

IMG 7259 copy

Pewnie wielu z was się zastanawia gdzie i w którym momencie rozpoczęła się ta historia i na czym tak właściwie polega tzw. "Heritage" modelu o którym tu mowa. Aby to zrozumieć (chociaż zawsze będzie istniała grupa która nie zrozumie tego nigdy) należy cofnąć się do roku 1997...
Wtedy bowiem w ofercie brytyjskiego producenta terenówek (we właściwym tego słowa znaczeniu) pojawił się rodzynek, skrywany do tej pory pod kryptonimem CB-40. Był to mały samochodzik złożony praktycznie z tego co było akurat pod ręką. A że sporo było od akurat od "osobówek" to maluch zespół napędowy odziedziczył z miejskich Roverów i Hondy, nie miał reduktora, posiadał przedziwny -jak na LR- system przeniesienia napędu na 4 koła... Na wieść o braku ramy ortodoksyjni fani marki dostawali ataku histetrycznego śmiechu. Tak oto powstał pierwszy SUV (chociaż wtedy tak się to jeszce nie nazywało) Land Rovera - Freelander. 
Była to odpowiedź angielskiego producenta na rosnącą popularność małych terenówek, w owym czasie nie posiadali oni w ofercie takiego samochodu, a konkurencja w postaci Toyoty RAV4 czy Hondy CR-V dominowała na rynku. Auto zaprezentowano pod koniec 1997 roku, niemal natychmiast pojawiły się głosy że to nie prawdziwy Land Rover, nie da sobie rady w starciu z terenem (brak reduktora i blokowanego dyferencjału) i ogólnie marka zbacza w złą stronę. Samochodzik jednak bardzo się spodobał, a już kilka miesięcy później wymyślono nietypowy pomysł na jego wypromowanie. 
W tym miejscu historia Freelandera splata się się nierozerwalnie z przeprawowymi imprezami Camel Trophy. Od 1981 roku samochody Land Rovera biorą udział w tych wymagających rajdach przeprawowych. Defender, Discovery i Range Rover odwiedziły wówczas niemal 18 niezbyt gościnnych terenów. Teraz do tej trójki miało dołączyć najnowsze dziecko LR - SUV'ik Freelander. I tak oto 20 charakterystycznie żółtych autek wylądowało w Santiago na starcie imprezy "Tierra del Fuego" - czyli Camel Trophy 1998.

F1010022

Czym był Freelander przygotowany na wycieczkę z Santiago do Ushuaia? Otóż był samochodem praktycznie seryjnym. Nie miał zmodernizowanego silnika (siedział tam stary poczciwy dwulitrowy diesel z np. Rovera 200), przerobionego napędu, hamulców, większych kół  i innych terenowych bajerów. Dostał kilka osłon, klatkę bezpieczeństwa, bagażnik, lepsze ogrzewanie, trochę dodatkowych kabelków i kilkadziesiąt kilogramów osprzętu dla załogi. Defacto uczyniło go to cięższym od egzemplarza seryjnego posiadanego przez statystycznego Johna, przy zachowaniu tej samej mocy i podstawowych mechanizmów jak w jego aucie. W tej konfiguracji auta miały przejechać 8000 km przez Amerykę Południową i to w dodatku w zimie...
Nie mniej, ni więcej o to właśnie Stanleyowi i George'owi - (c) by Czesław - z sekcji marketingu chodziło. Weźmy samochód z placu, dorzućmy tam 300 kilo żelastwa które bardziej przeszkadza niż pomaga i pokażmy ludziom że sobie poradzi. Poślijmy jednak za nim na wszelki wypadek Defendera - jak by jednak nie wyszło to chociaż porażka będzie mniejsza.

472643 10150766096753552 576531114 o

Na szczęście się udało. Defender nie był niezbędny, a impreza z 1998 obfitowała we wszystko co mogło interesować potencjalnych nabywców, a nawet więcej. Auta przedzierały się przes głęboki śnieg, brody, błoto, pokonywały kręte szutry i kiepskie asfaltowe drogi. Oczywiście raz lepiej, raz gorzej ale pokonawszy całą paletę przeszkód do celu dojechały. Pamiętajmy że to auto złożone na komponentach miejskiego hatchbacka, bez ramy i reduktora o ledwie kilka centymetrów większym prześwicie. Sporym sukcesem była zastosowana w nim elektronika. Elektroniczna kontrola trakcji (funkcja układu ABS) dość dobrze imitowała nieobecne blokady dyferencjałów, zaś lekkie - nawet pomimo dociążenia - samonośne nadwozie spowodowało że auto mniej tonęło we wszelakich "luźnych" podłożach. To musiało zrobić wrażenie - Freelander był najlepiej sprzedającym się SUV'em w Europie do 2002 roku.

474394 10150766096448552 1779983147 o

Chrzest bojowy na "Ziemi ognistej" pokazał że nowa konstrukcja Land Rovera nie jest tak zła jak mogło by się z początku wydawać.  Okazało się że projektanci stworzyli całkiem zmyślną i uniwersalną konstrukcję adresowaną zwłaszcza do tych którzy nie potrzebowali na codzień topornej terenówki w stylu Defendera, a Discovery w dalszym ciągu było za duże. 
Faktem jest że Freelander to produkt którego głównym żywiołem miała być asfaltowa droga, jednak jak CT'98 pokazał jego możliwości wykraczają dużo dalej niż owy asfalt sięga. Land Rover starał się to dalej udowadniać używając tych aut w nowszej specyfikacji (V6 i Td4) na imprezach G4 Challenge, ale w tym wypadku efekt nie był już tak spektakularny, a i same samochody były mniej "bojowo" uzbrojone. Co z resztą niezbyt dziwi, bo modele od 2001 roku w zwyż są już zdecydowanie bardziej drogowe od swoich poprzedników.
Camel Trophy 1998 był ostatnią imprezą z tego cyklu. Trochę szkoda, jednak z całą pewnością pozostał on doskonałą inspiracją dla użytkowników auta które swoje miejsce w historii marki i motoryzacji wywalczyło właśnie tam - na bezdrożach Ameryki Południowej.

joomla logo black    joomla logo black    joomla logo black    joomla logo black    joomla logo black    joomla logo black    joomla logo black    joomla logo black    joomla logo black     joomla logo black    joomla logo black    joomla logo black     joomla logo black
Toggle Bar